W USA też walczą z Halloween

Jak każdego roku od mniej więcej dekady w okolicach Dnia Wszystkich Świętych rozgorzała ożywiona dyskusja o Halloween. I to mimo iż – jak się wydaje, choć oczywiście może to być jedynie moje subiektywne poczucie, przywyknięcie lub po prostu brak kontaktu z miejscami, w których nadreprezentacja dyń i wymuszających słodycze maszkar najbardziej rzuca się w oczy – wszczep ów chyba jednak u nas się nie przyjął. W ciągu tych minionych lat bywał on rozpatrywany, także przeze mnie, w rozmaitych kategoriach: kulturowych, religijnych, nawet politycznych. Z czasem aspekt religijny wysunął się na pierwszy plan.

Może ma to związek z nasyceniem się tematu, a może z ogólnym przesunięciem nastrojów społecznych bardziej w prawo. Tak czy inaczej nie pojawiają się już masowo artykuły o tym, że wydrążona dynia to symbol wydziedziczenia i lemingozy. A z kolei ci o owe przestępstwa wobec Tradycji oskarżani nie wymachują nią jak orężem przeciwko ciemnogrodowi. Kościół jednakże nie ustaje w krytyce i ostrzeżeniach. Na katolickich portalach jak co roku możemy przeczytać wywiady z egzorcystami wskazującymi na okultystyczny charakter Halloween, a Konferencja Episkopatu Polski zajęła w sprawie oficjalne stanowisko, kolejny raz powołując się na słowa papieża Benedykta XVI, że Halloween to „promocja kultury śmierci”.

Początkowy zamysł niniejszego tekstu miał polegać na tym, że chciałem po prostu zebrać wysuwane przez Kościół argumenty i przedstawić je tu w możliwie najbardziej syntetycznej formie. Zwłaszcza że kilka z nich wydaje mi się dosyć przekonujących – nawet w oderwaniu od wiary. Bo jednak także człowiek kompletnie pozbawiony perspektywy metafizycznej ma – na ogół – instynktowny, wyrażany tak czy inaczej, ale zawsze jakoś, szacunek dla śmierci i zarzut, że Halloween tę śmierć trywializuje, zmienia ją w pocieszną makabreskę, powinien do niego trafić.

Niezwykle pomocna w realizacji tego zamierzenia miała się okazać audycja „Nocne światła” wyemitowana w Radiu Plus przed trzema laty, którą podesłał mi pewien znajomy. Kwestia Halloween została w niej nadzwyczaj wyczerpująco omówiona zarówno z punktu widzenia religii, jak i kulturoznawstwa. Lecz nieoczekiwanie zaintrygował mnie zupełnie inny wątek. Otóż bowiem okazuje się, że Halloween ma całkiem sporą rzeszę przeciwników również w uchodzących za jego współczesny, popkulturowy, matecznik Stanach Zjednoczonych. Mało tego: rzecz wbrew temu, co można by sądzić, nie dotyczy wcale ostatnich lat i notowanego w Trumplandzie renesansu konserwatyzmu.

Ruch oporu przeciwko Halloween wywodzi się, co w pełni zrozumiałe, głównie ze środowisk chrześcijańskich. Poświęcony temu zagadnieniu artykuł ukazał się na łamach „Washington Post” w 1994 roku, a jego tonacja zadziwiająco przypomina to, z czym mamy do czynienia dziś. Autorka rozdziera szaty, że Halloween, niegdyś mające poczesne miejsce w panteonie amerykańskich świąt na równi z Dziękczynieniem, jest coraz częściej kwestionowane przez zatroskanych chrześcijan, którzy pod niegroźną maską dopatrują się twarzy diabła, do tego usiłują skłonić szkoły i kościoły do ograniczenia lub zaprzestania tradycyjnych obchodów.

Właśnie, i kościoły! Stąd moje zaskoczenie. Halloween jest tak głęboko wkomponowane w amerykańską tożsamość, podobnie jak wspomniane już święto Dziękczynienia czy 4 lipca, że obchodzą je praktycznie wszyscy. Kilka lat temu ktoś bywały w Stanach opowiadał mi, że widok zakonnic dekorujących lampionami z dyń frontony przyklasztornych i parafialnych szkół to nic nadzwyczajnego. Problemu nie widzi większość księży, a tamtejsza hierarchia z tego, co wiem, raczej nie wystosowuje odezw do wiernych w podobnym duchu jak u nas. Dziwi więc nie tylko sam fakt protestu, ale i jego skala.

Tutaj na marginesie i w kontekście tak powszechnej akceptacji dla Halloween w USA warto przywołać wzmiankowaną powyżej audycję. Tłumacząc w niej przyczyny tej akceptacji, ks. Sławomir Kostrzewa wskazuje na protestanckie korzenie Stanów. W przeciwieństwie do katolicyzmu protestantyzm jest zazwyczaj bardziej otwarty na wpływy świeckiej, czy w tym wypadku zeświecczonej kultury – bo trzeba mieć na uwadze, że źródła Halloween są ściśle religijne – a poza tym nie ma aż tak mocno rozbudowanej eschatologii śmierci.

Z tego, co udało mi się ustalić, swoistym kamieniem węgielnym antyhalloweenowej krucjaty, na który do dziś powołują się aktywiści (przede wszystkim rodzice zaniepokojeni o duchowy rozwój swoich dzieci) zrzeszeni w różnych grupach i na forach, jest dokument „Halloween – inwazja pogan” nakręcony na początku lat 90. przez chrześcijańską wytwórnię Jeremiah Films i dystrybuowany na kasetach VHS. Stanowi on część większego cyklu traktującego o zjawisku New Age i jego wpływie na współczesną Amerykę. Film ten, we fragmentach oraz w całości, można znaleźć w sieci.

Choć z dzisiejszej perspektywy jego nieco kiczowate wykonanie może śmieszyć, to jednak treści, jakie przekazuje, naprawdę mogą – o ile są prawdziwe – zapalić w głowie czerwony alarm. Film stara się udowodnić, że pomijając demoniczny wymiar samego Halloween jako kultu wywodzącego się od druidyzmu, największym zagrożeniem jest sieć satanistycznych organizacji, która dyskretnie oplata Stany Zjednoczone. Mają do nich należeć reprezentanci wszystkich warstw społecznych – od pracowników fizycznych po naukowców, policjantów, a nawet polityków.

Kolejna teoria spiskowa? Nie do końca. Kościół Szatana działa w USA jako zarejestrowana oficjalnie organizacja wyznaniowa. Jego założycielem jest bodaj najsłynniejszy XX-wieczny okultysta Anton LaVey. Ostatnio zresztą zrobiło się o tej z lekka kontrowersyjnej wspólnocie głośno, bo zaangażowała się w walkę o tzw. prawa środowisk LGBT. Jeden z jej członków rozpoczął batalię mającą na celu zmuszenie chrześcijańskich cukierników, aby piekli ślubne torty z wizerunkiem szatana. Powoływał się przy tym na te same argumenty co niedawno właściciele cukierni w Denver, którzy odmówili upieczenia tortu na gejowski ślub. Nawiasem mówiąc, zaskarbił sobie tym nadzwyczajną wprost sympatię naszej „Krytyki Politycznej”.

Wróćmy jednak do meritum. Powszechnie panuje pogląd, że Halloween to święto niezwykle ważne zarówno dla wyznawców najróżniejszych neopogańskich kultów, choćby Wicca, jak i satanistów, co z chrześcijańskiego punktu widzenia praktycznie wychodzi na jedno. W noc poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych mają się odbywać owiane mgłą tajemnicy ceremonie.

Sęk w tym, że według autorów filmu i aktywnych w amerykańskim internecie przeciwników Halloween niekoniecznie muszą to być jedynie zabawy zblazowanych metafizyczną pustką Zachodu przebierańców, którzy zamiast na zwykłą imprezę, wolą pójść do lasu i potańczyć w blasku ogniska. W trakcie tych czarnych mszy, sabatów lub jakkolwiek je zwać mają być składane jak najprawdziwsze krwawe ofiary ze zwierząt i ludzi. Na dowód przedstawiane są fotografie okaleczonych zwierzęcych szczątków znajdowanych w odludnych miejscach, ale także artykuły w prasie o dziwnych zaginięciach dzieci i policyjne statystyki, z których ponoć wynika, że w okresie poprzedzającym Halloween liczba takich zaginięć znacząco rośnie.

Najmocniejszym punktem dokumentu, na który powołują się antyhalloweenowcy nie tylko w USA, są relacje dwojga eks-satanistów twierdzących, że byli świadkami takich ofiar. Jedną z tych osób jest kobieta imieniem Audrey, która opowiada, że na jej oczach zamordowano niemowlę. Najbardziej wstrząsający w jej opowieści nie jest opis samej zbrodni, jakby żywcem wyjęty z horroru, ale zdanie, że nagle zdała sobie sprawę, iż to naprawdę się dzieje. Jednak jeszcze większą grozę budzi historia niejakiego Glenna Hobbsa.

Twierdzi on, że urodził się i wychował w rodzinie, która praktykowała satanizm od pokoleń. Był przygotowywany do funkcji arcykapłana. Wspomina też dziewczynkę imieniem Becky, którą znał jako dziecko i która została poczęta tylko po to, aby w przyszłości być złożoną w ofierze. Zostali rytualnie zaślubieni, a kiedy nadeszła pora, właśnie w noc Halloween odbył się obrzęd, podczas którego nastoletni Glenn został zmuszony do zasztyletowania Becky. Opisywane przez niego szczegóły – ołtarz, kielichy, do których zbierano krew, postacie w brunatnych szatach z kapturami – również przypominają sceny, jakie można zobaczyć na przykład w „Dziewiątych wrotach”.

Hobbs przy tym upiera się, że to, czego był świadkiem, nie jest niczym szczególnym i dzieje się co roku. Każdego roku podczas nocy Halloween odbywają się obrzędy, w których giną dzieci, podczas gdy inne dzieci chodzą od drzwi do drzwi i zbierają słodycze. Tych czynów dopuszczają się ludzie, którzy posunęli się o krok dalej, on zaś – jak podkreśla – nie potrafi w tym dniu życzyć nikomu dobrej zabawy, bo sataniści traktują cały rozrywkowy entourage jako zasłonę dymną.

Zapytany przez prowadzącą wywiad o kościoły i ich wiernych, którzy w tym dniu się bawią, odpowiada, że czuje się chory. Świadomy chrześcijanin, jakim sam niedawno się stał, musi się temu zwyczajowi przeciwstawiać. Kościoły – szczególnie one – nie powinny z tej okazji urządzać zabaw, a wszyscy chrześcijanie powinni się w tym dniu zbierać, żeby stawić czoła ciemnym siłom i modlić się za dzieci, by Bóg uchronił je przed utratą życia.

Niewiarygodne? Nieprawdopodobne? Naciągane? Skłamałbym twierdząc, że te określenia nie przychodziły mi do głowy, kiedy słuchałem relacji Hobbsa. Zwłaszcza że o jego życiu już po owej koszmarnej nocy nie dowiadujemy się niczego. W jaki sposób wyzwolił się z sekty? Czy nie próbowali go odnaleźć i uciszyć? Jedyny Glenn Hobbs mogący być człowiekiem z filmu, na jakiego ślad udało mi się natrafić w sieci, to baptystyczny pastor z Denver. Notka na stronie Elsinore Christian Center podaje, że przyjął Chrystusa w 1980 roku. Na zdjęciu jest starszy, ale rysy twarzy wskazują, że to rzeczywiście może być on. Jest tam też adres mailowy. Nie odważyłem się napisać, choć wiem, że rzetelność nakazuje.

Cokolwiek by jednak nie sądzić o kwestiach poruszanych w filmie, na paradoks zakrawa, że iskra sprzeciwu wobec Halloween w Stanach Zjednoczonych wychodzi głównie z kościołów protestanckich, podczas gdy tamtejsi katolicy zdają się być raczej bierni. Może ma to jakiś związek z ogłoszonymi niedawno wynikami ankiety Pew Research Center wykonanej przy okazji obchodów 500-lecia reformacji, z której wynikło, że większość protestantów podziela katolicki punkt widzenia na podstawowe kwestie teologiczne. W tym czasie bici po twarzach pedofilią księży katolicy zapewne dwoją się i troją, pragnąc udowodnić swoją fajność.

Jeśli Hobbs i inni krytycy Halloween mają rację, dzisiejszej nocy poleje się niewinna krew, a ludzie nieświadomi diabelskiego pochodzenia kultywowanych przez siebie zwyczajów znów uchylą drzwi demonom. A jeśli to wszystko jest tylko rozdmuchaną sensacją, to tak czy siak warto pamiętać, że znaki i symbole nigdy nie są neutralne. Mają konkretne źródła. Odsyłają do konkretnych desygnatów i sytuują nas w konkretnej przestrzeni.


Grafiki:

https://pixabay.com/pl/halloweenkuerbis-zjadacz-twarzy-2899773/

https://pixabay.com/pl/diabe%C5%82-szatan-piek%C5%82o-rog%C3%B3w-2049657/


Linki:

https://wiadomosci.wp.pl/kep-o-halloween-nie-ma-szans-na-jego-zaadaptowanie-w-polsce-6182289936799873a

https://www.washingtonpost.com/archive/politics/1994/10/31/seeing-the-devil-in-halloweens-details/11362fe3-a8a7-4376-a78d-f68566e7dc11/?utm_term=.a94572ebd4e3

https://wpolityce.pl/kosciol/364553-czy-wspolczesni-protestanci-sa-bardziej-katoliccy-niz-protestanccy-choc-sami-tego-nie-wiedza

Polecam również