Z Hemingwayem na Golfsztromie, czyli idealna lektura na lato

Moją miłość do prozy Ernesta Hemingwaya ostatecznie zabiły „Zielone wzgórza Afryki”. Jest to książka tak potwornie nudna i napompowana ego autora, że choć wydanie, które posiadam, liczy niecałe dwieście stron, jej zmęczenie zajęło mi kilka tygodni. Papa by się na taką opinię wściekł, bo uważał ją za jedną ze swych najbardziej udanych. Poza tym do […]

Czytaj dalej