Ta ostatnia paczka

Youtuber nagrał film, a jako rekwizytu użył produktu pewnej firmy. Nie była to recenzja, test ani nic podobnego. Minął jakiś czas. Firma wysłała do youtubera mail, w którym domaga się, żeby usunął nagranie lub umieścił pod nim załączone do listu wyjaśnienie, że dziwne brązowe grudki, które wydobył z zawierającej produkt paczki, to nie żadne ciało obce – co jakoby film jednoznacznie miał sugerować – lecz resztki przypraw, które stosuje się do uzyskania smaku. Bo wypada nadmienić, że inkryminowanym produktem są chipsy. Ich producent to relatywnie duży gracz w segmencie słonych przekąsek. Umilił mi zresztą niejeden sobotni wieczór przed telewizorem.

Biznes w ogóle, a jeszcze bardziej jego związki z szeroko pojętą blogosferą, to nie mój rewir. Sam fakt, że kanał oraz jego autora naprawdę lubię, też niekoniecznie musiałby mnie skłonić do zabrania głosu. Sprawiły to zgoła inne czynniki. Przede wszystkim ten, że to już któryś raz z kolei, gdy słyszę, że jakaś marka próbuje wymusić milczenie, bo nie spodobało się jej to, co ktoś napisał albo nagrał na jej temat. Jedną z głośniejszych spraw tego typu w ostatnich latach była groźba wytoczenia procesu Piotrowi Ogińskiemu z „Kocham gotować” za nieprzychylny klip o tatarze. Sporo fermentu wywołały również żądania „wydawnictwa” Novae Res wobec początkującej blogerki, żeby ta usunęła krytyczny wpis o wypuszczonym przez nich bublu. W sumie szkoda, że dziewczyna dała się zastraszyć.

Drugim czynnikiem jest ewidentne pomylenie sfer. Do kroćset, Łukasz to artysta, a jego film był twórczą kreacją. Afery, które przytoczyłem powyżej, należą do zupełnie innego porządku. Kryteria ze świata Kominka nie mają tu zastosowania na zasadzie automatycznego algorytmu: wykorzystujesz towar, więc uprawiasz marketing; przekaz, który w nim zawarłeś, ma ujemny wydźwięk, więc niszczysz nasz wizerunek. A w związku z tym sztab naszych prawników już zaciera ręce. Czujecie tę nieadekwatność? Ona aż wali po oczach.

Mimo iż mam konto na YouTube, jest to dla mnie wciąż w znacznej mierze ziemia nieznana. Ponoć niezmiernie łatwo doprowadzić tam do zablokowania treści. Wystarczy je zgłosić jako naruszające regulamin, prawa autorskie etc. Podobno – tak w każdym razie czytałem – jest to skuteczny oręż w rękach zawistnych youtuberów chcących zneutralizować konkurencję. A już na bank wyśmienicie sprawdza się do walki politycznej, czego dowodem chociażby nagminne znikanie materiałów podczas kampanii prezydenckiej. Pozwala na to – jeśli dobrze rozumiem – między innymi spora enigmatyczność i elastyczność reguł rządzących YT. W takiej sytuacji liczy się to, kto sprytniejszy i kto lepiej będzie umiał zaprząc je do swoich potrzeb. Ryzyko tu duże.

I patrząc choćby z tego punktu, firma powinna mieć ułatwione zadanie. Wystarczyło zgłosić. Lecz przecież to nie miałoby wymiaru wychowawczego. Filmik by po prostu zniknął i cześć. Nagrałby następny. Dlatego złoczyńcę należało przywołać do porządku, uświadomić mu, jak potworny grzech popełnił, narażając na szwank dobre imię uczciwej marki. Inni „artyści” dwa razy się zastanowią, nim poważą się na nieautoryzowany (i negatywny!) product placement.

Kapitalizm wyrodzony do swych najbardziej ekstremalnych form jest szalenie niebezpieczny. Podobnie doprowadzona w dzisiejszych czasach do rozmiarów burleski mania obrażania się i egzekwowania zadośćuczynienia przed obliczem sądów. Tak, wiem, że tutaj owa okoliczność nie zachodzi, lecz zarówno w przypadku Ogińskiego, jak i niefortunnej sieciowej recenzentki, która miała nieszczęście trochę znać się na gramatyce, wymachiwanie temidą wystąpiło, więc trudno się dziwić pewnemu na tym tle memu przewrażliwieniu. Zaś sprzężenie tych sił to już po prostu istny tajfun.

Nie chcę bynajmniej kreować przekazu pod tytułem „samotna jednostka kontra Moloch”, cóż jednak, kiedy on sam się uparcie nasuwa. Wielkie międzynarodowe korporacje – i te odrobinę mniejsze też – mają w rękach mnóstwo narzędzi, którymi mogą zetrzeć cię w proch. Niedługo nie będzie wolno nic powiedzieć, a gdy już się zdecydujesz, przypłacisz to bezsenną nocą, bo a nuż rano znajdziesz w skrzynce suchy komunikat, że lada dzień otrzymasz stosowny pozew. Właściciele pubu Hobbit dostali bajecznie prosty wybór: zmieniacie nazwę lokalu albo wypad z interesu. Właśnie to mnie wkurza! Nie podobało mi się, że Ogiński rzygał przed kamerą, ale – niech mnie jasny szlag! – jestem skłonny położyć głowę pod topór, by mógł to robić, bojąc się co najwyżej utraty paru subów.

Tak się ciekawie składa, że dziś kupiłem chrupki rzeczonej firmy. Uwielbiam je – są świetne do piwa. Zjadłem bodaj z pół paczki i wyrzuciłem do kubła. Smak kompletnie im siadł, skisł, wykoleił się. Zbyt zaczęło śmierdzieć kneblem. Było to chyba ostatnie nasze wspólne rendez vous. Cieszę się, że Łukasz się nie ugiął, i żywię nadzieję, że na owym kuriozalnym mailu się skończy. Oglądając jego filmik o „ciałach obcych”, serdecznie się uśmiałem, i ani przez myśl mi nie przeszło, żeby przestać je konsumować. Dopiero szanowny producent mi je obrzydził. Marketing i PR zaiste na światowym poziomie. Brawo!

Polecam również