Publicystyka

Strategie ogrywania Londynu

Współczesne wydarzenia to obrazy. A obrazy pociągają za sobą określone emocje, które w tempie błyskawicy rozchodzą się po mediach społecznościowych. Tuż po londyńskim ataku jedną z jego najbardziej wymownych ikon stało się rozsyłane po Twitterze zdjęcie, na którym widać, jak Tobias Ellwood, poseł Partii Konserwatywnej oraz były wiceminister brytyjskiego MSZ, usiłuje ratować policjanta dźgniętego nożem przed gmachem parlamentu. Na portalach, które podały ten news, mogliśmy przeczytać, że Ellwood to były żołnierz, a na dodatek stracił brata w zamachu na Bali w 2002 roku.

Ta scena ma swój dramatyzm i dynamikę. Adrian Russel alias Khalid Masood wyskakuje z samochodu, podbiega do pilnujących budynku funkcjonariuszy, wyciąga nóż. Błysk ostrza, krew, krzyki, strzały, zamachowiec pada martwy. Na ziemi leży również raniony przez niego policjant. Powstaje tumult, ale pogotowie jeszcze nie przyjeżdża, więc bohaterski Ellwood, który ma przygotowanie wojskowe, podejmuje akcję reanimacyjną. Niestety nieskuteczną. Ktoś inny w tym czasie wyciąga smart fon i uwiecznia tę chwilę. Kilka ruchów palcem i fotka trafia do sieci. „Jedyny obraz, jakim warto się dziś dzielić” – zauważa na Twitterze Sebastian Payne z „Financial Times”. Nie wiem, czy to on był autorem zdjęcia.

Lecz ta historia ma też swojego antybohatera. Kilka minut wcześniej po moście Westminster na południowy brzeg Tamizy mknie taksówka, w której siedzi Radosław Sikorski. Dokładnie ten – były polski minister spraw zagranicznych, obecnie znany bardziej jako mąż swojej żony. Mija go auto prowadzone przez Russela vel Masooda, ale on go nie widzi, bo – jak opowiadał później w RMF – jest zajęty przeglądaniem maili i rozmową ze współpasażerem. Lecz słyszy coś, co początkowo bierze za stłuczkę. Wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie ma czasu się wystraszyć. Potem widzi ciała. Na ulicy, ale też i na chodniku. W sumie pięć. Jego reakcja jest natychmiastowa. Bierze telefon i nagrywa. Kiedyś był dziennikarzem, a – jak to mówią – nawyk to druga natura człowieka.

Następnie swoim zwyczajem publikuje film na Twitterze. Pod jego postem wybucha gorąca dyskusja. Niektórzy dziwią się, że w takiej chwili w ogóle można filmować, i że to jest chore. Inni oceniają, że to typowo amerykańskie zachowanie. Oczywiście w negatywnym sensie. Na to odzywa się ktoś z USA, kto broni czci swych rodaków, argumentując, że takie rzeczy mają miejsce jak świat długi i szeroki. Ktoś z mediów pyta Sikorskiego, czy może wykorzystać ten materiał. „Dwóch polityków. Dwie reakcje. Porównanie mówi samo za siebie” – kwituje duży polski prawicowy portal. Sikorski zostaje hieną cmentarną, Ellwood – herosem.

Tymczasem w polskiej sieci trwa już standardowa nawalanka. Wojciech Maziarski z „Gazety Wyborczej” po raz kolejny udowadnia, że czysta i absolutnie bezinteresowna nienawiść do PiS potrafi wydźwignąć jego kreatywność na niespotykane wyżyny. Dowcipkuje więc na Facebooku o pilocie, który informuje Kaczyńskiego, że odejdą na drugi krąg i poczekają, jeśli zaś okaże się, że w Londynie był zamach i spotkanie z panią premier May zostało odwołane, wrócą do Warszawy. Na to Kaczyński: Ląduj, dziadu! ZaKODowani followersi Maziarskiego są zachwyceni. Na krytykę Dominika Zdorta publicysta odpisuje, że szydzenie w ten sposób nie jest obrzydliwe, bo to naturalna reakcja obronna ludzi zdrowych na umyśle na to, co PiS robi ze Smoleńskiem.

A ponieważ w Polsce niektórym wszystko kojarzy się ze Smoleńskiem, niezwykłą erudycją lśni również Przemysław Szubartowicz – naczelny portalu wiadomo.co, nazywającego białe białym, a czarne czarnym. Oznajmia więc na swoim Twitterze, że „atak w Londynie to efekt międzynarodowego spisku”, a „głową operacji był Tusk”. Reakcje internautów oczywiście są łatwe do przewidzenia. Jedni bronią prawa do sarkazmu, inni zacietrzewiają się, że te występy Maziarskiego i Szubartowicza to dwa najbardziej żenujące wpisy dnia.

Do zamachu przyznaje się tak zwane Państwo Islamskie. Lecz to akurat nie powinno nikogo dziwić. To, czy Russel aka Masood faktycznie należał do tej organizacji, w jakiś sposób był z nią formalnie powiązany, czy może był po prostu kolejnym samotnym wilkiem z kryminalną przeszłością, podatnym na destrukcyjną i radykalną ideologię, jest kompletnie bez znaczenia dla propagandowego wydźwięku. W pewnym sensie ten czyn tak czy inaczej należy zapisać na konto ISIS, niezależnie gdzie zapadła decyzja. A ponieważ współczesny terroryzm to nie tylko ślepa przemoc, lecz także wojna psychologiczna, należy się spodziewać, że będą oni się podłączać pod każdy mniejszy lub większy incydent.

I właściwie mógłbym to tak zostawić. Zapis postaw, statyczny kadr, pozbawiony autorskiego komentarza dokument czasu. Mógłbym i może nawet powinienem, bo wszelkie nasuwające mi się refleksje są do bólu konwencjonalne, a fachową wiedzą, aby móc się wypowiadać na wyższym poziomie, przecież nie dysponuję. Trafnie zauważył niedawno Witold Gadowski – obrodziło nam ekspertami od terroryzmu, a zwłaszcza takimi, co to nie wychodzą ze studiów telewizyjnych czy radiowych, jednak w życiu nie byli, nawet w charakterze turystycznym, w żadnym z krajów muzułmańskich.

Ośmielę się wszelako odnotować, że kolejne tego typu zdarzenia coraz bardziej uświadamiają mi, jak rozhisteryzowana i zniewolona przez własne konwenanse jest nasza debata publiczna. Nasza w znaczeniu globalnym, nie tylko polskim, choć je mam tutaj szczególnie na uwadze. Niezmiernie łatwo było – w imię doraźnych potrzeb – wykreować Ellwooda na bohatera, a z Sikorskiego zrobić czarnego luda, ignorując uwarunkowania, w jakich się obaj znaleźli. Ci, co dziś wieszają psy na Sikorskim za to, że filmował zamiast pomagać, zapominają, że Ellwooda też uwieczniał ktoś, kto być może w tym czasie mógłby zająć się ratowaniem rannych.

Mierzi mnie także, i przejmuje grozą, postawa takich ludzi jak Maziarski i Szubartowicz. Nie, panie szanowny redaktorze, z takich spraw nie wolno kpić. Nigdy i pod żadnym pretekstem. To, co pan napisał, jest podłe. A proszę mi wierzyć, w przeciwieństwie do pana gazety rzadko stosuje tego rodzaju moralne kwantyfikatory.


Drogi odbiorco – nie chcę się napraszać, ale jeśli materiał Ci się spodobał, byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś polecił go swoim znajomym. Ciebie nic to nie kosztuje, a mnie pomaga dotrzeć do nowych odbiorców – takich jak Ty. Z góry wielkie dzięki.

Możesz też polubić mój nowy fan page.

Polecam również