PRL is back, czyli TVP „uwalnia” archiwalne seriale

Tak, wiem, wszyscy ekscytują się tym już od dwóch dni. Ja dowiedziałem się dopiero teraz. I to dość przypadkowo, bo zauważyłem na fb kąśliwy komentarz o poniedziałkowym tweecie Jacka Kurskiego, że Netflix idzie w odstawkę. Pomijając ewidentną skłonność szefa Telewizji Publicznej do tyleż efektownych co nietrafionych hiperbol, sam fakt udostępnienia za darmo całkiem sporej biblioteki klasycznych produkcji z czasów PRL uważam za bardzo pozytywne zjawisko. Jeżeli ceną ma być tylko czterominutowy blok reklam przed odpaleniem materiału, nie mam nic przeciw.

Netflix oczywiście pakować manatków nie musi, a i ów hojny gest to żadna łaska, niemniej miło, że nie trzeba będzie przeklikiwać się przez różne jutuby, tudzież inne gryzonie. Nigdy nie korzystałem z płatnych treści w serwisie VOD TVP – a właśnie takimi dotychczas były „uwolnione” seriale – słyszałem jednak sporo narzekań na absurdalność ich cen. Nieco mnie też rozbawił entuzjazm piszącego o tym na Antywebie Macieja Sikorskiego, a zwłaszcza jego końcowa eksklamacja, że polska klasyka nierzadko bije zagraniczne produkcje – chyba szło o te współczesne – na głowę.

Tego w ogóle nie da się przecież porównywać. Choć oczywiście uzasadnione jest pytanie, po co w ogóle do tych klasyków wracać. Ja odpowiedź mam jedną: bo wiele z nich jest po prostu naprawdę dobrych. Mimo że powstawały w takich a nie innych uwarunkowaniach społeczno-politycznych – co, nie oszukujmy się, nie pozostało bez wpływu na ich zawartość – koronnym ich atutem jest to, że zostały nakręcone jeszcze przed serialowym boomem, którego efektem ubocznym jest taśmowość. I mam tu na myśli specyficznie polską jej odmianę, której ofiarami padła większość zarówno tłuczonych dziś produktów, jak i ciągnących się od lat tasiemców. A poza tym sporo frajdy może przynieść próba rekonstrukcji ducha epoki.

Nie dociekałem, dlaczego TVP zdecydowała się na ten ruch. Może Kurski chce w ten sposób podreperować nadszarpnięty wizerunek, co wydaje mi się tu najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem. Tak czy siak, niewątpliwie wpisuje się to w święcący triumfy w kulturze nurt retro, co każe przypuszczać, że amatorów tej specyficznej rozrywki znajdzie się sporo.

Mnie zaś skłania to do refleksji, że chyba rzeczywiście jestem już stary. Przecież pamiętam, jak niektóre z tych produkcji debiutowały w telewizji. Pamiętam też ich wakacyjne powtórki oglądane jeszcze na naszej czarnobiałej unitrze i późniejsze niekończące się serie powtórek całorocznych na TV Polonia. Pamiętam, jak byliśmy na wczasach na Mazurach i zrobiłem wielki raban, bo miał lecieć ostatni odcinek „Siedmiu życzeń”, a w całym ośrodku tylko jeden pan Włodek miał turystyczny telewizor z wysuwaną antenką, który na dodatek tak śnieżył, że nie sposób było niczego dostrzec.

Kiedy przeczytałem informację, odruchowo pomyślałem przede wszystkim o dwóch tytułach: o „Tulipanie” i „Daleko od szosy”. Właściwie nie do końca wiem dlaczego. Chyba dlatego, że bohater tego drugiego, niejaki Lesio, potwornie mnie wkurzał – zresztą podobnymi uczuciami darzyłem na przykład Jana Serce – a z kolei słitaśny oszust matrymonialny Jurek był jakby żywcem wycięty z wyobrażeń o peerelowskim hajlajfie. Obydwa, jak widzę, są na liście. Za to szkoda, że nie ma na niej na przykład „Akwenu Eldorado”.

Mam nadzieję, że będzie stopniowo uzupełniana. Oprócz „Akwenu…” – naprawdę niezłego sensacyjniaka z końcówki lat osiemdziesiątych – dobrze byłoby zobaczyć na niej choćby więcej seriali młodzieżowych, takich jak „Gruby”, „Tylko Kaśka” czy ten, jakże genderowy, w którym brat i siostra zamieniają się na wakacje rolami. Przydałoby się też na pewno więcej rzeczy historycznych, choćby „Pogranicze w ogniu” albo „Dom”. Tak, wiem, że „Dom” był częściowo robiony już po upadku komuny, więc pewnie średnio się do koncepcji kwalifikuje.

I naprawdę dajmy sobie, do ciężkiej cholery, spokój z polityką. Bo oczywiście już tu i ówdzie wyłazi trolling. Tylko czekać, aż ktoś dojdzie do wniosku, że działanie TVP – o, przepraszam, TVPiS – stanowi ostateczny i niepodważalny dowód, że kaczystowski reżim to nowa mutacja PZPR. Ależ… po komentarzach u Kurskiego widzę, że już się takie głosy pojawiły. To dajże pan, panie prezesie, jeszcze Monikę Olejnik w skupie butelek i będzie już git po całości i bez białych plam.

Polecam również