O co więc chodzi z tą „Klątwą”?

Z pewnych drak rzeczywiście nie ma optymalnego wyjścia. Rzeczywiście cokolwiek się uczyni, będzie źle. Oburzenie, nawet słuszne, że ktoś zesrał się na środku salonu, przyda prowokatorowi wiatru w żagle, sprawi, że osiągnie swój cel. Przemilczenie i udawanie, że gówna nie ma, na krótką metę może zniechęcić, jednak na dłuższą ośmieli i któregoś dnia znajdziemy na dywanie coś gorszego. Tak właśnie jest z wałkowaną obecnie „Klątwą”. Ale w sytuacji, gdy mamy do wyboru tylko mniejsze zło, chyba lepiej jest mimo wszystko mówić. I to licząc się z ryzykiem, że załatwiamy reżyserowi darmową promocję.

Znów pada pytanie, czy zostały przekroczone kolejne granice. O tym, że istotnie tak jest, mógłby świadczyć na przykład tweet Romana Giertycha. Skoro bowiem człowiek nie mający absolutnie żadnego interesu w ujmowaniu się za Kaczyńskim pisze, że spektakl, w którym nawoływano do jego zabicia, jest przestępstwem i powinna się nim zająć prokuratura, to sytuacja naprawdę wygląda poważnie. To nie jest mało w kraju, w którym niemal wszystko, a już zwłaszcza politykę, determinują plemienne podziały. Z drugiej strony pytanie to wydaje się rytualne i kompletnie bezprzedmiotowe. Nie takie granice już przekraczano i najpewniej jeszcze wielu „ciekawych” przygód w tej rozwojowej materii doświadczymy.

Nurtuje też kwestia ewentualnej odpowiedzialności karnej. Tylko właściwie za co? Za obrazę uczuć religijnych sceną oralnego seksu z figurą papieża? Za nakłanianie do zbrodni? Jeśli już do czegoś prokuratura miałaby się doczepić, to chyba najbardziej do tego. Takie sprawy jak mowa nienawiści czy dyskryminacja mogą się okazać, wbrew najszlachetniejszym intencjom, ostrzem obosiecznym. Byłoby to de facto wchodzenie w buty ideowych przeciwników, gra ich klockami, a więc i końcowy efekt pod postacią cenzury mógłby być podobny. Natomiast jeśli wierzyć zamieszczanym w sieci cytatom, to – nie oszukujmy się – sugestia likwidacji Kaczyńskiego jednak tam padła. Pośrednio, w myśl przewrotnej zasady „znajdziesz skarb, tylko nie myśl o białym króliku”, ale kto wie, czy nie może się to stać podstawą oskarżenia.

Clou w moim poczuciu stanowi tu coś innego. A mianowicie powtarzająca się już kolejny raz hipokryzja wszystkich kieszonkowych rewolucjonistów, antyfaszystów czy co tam jeszcze za publiczne pieniądze. To wyświechtany argument, ale rzeczywiście – niechby poużywali sobie na muzułmanach, Żydach albo gejach, ich napiętnowali, wyśmiali, a może uwierzyłbym w ich nonkonformizm i przeciwstawianie się opresji. Walenie w Kościół to dziś – jak zauważyła na Twitterze Kamila Baranowska – naprawdę tania odwaga.

Za głoszenie niewygodnych opinii o islamie zginął Theo van Gogh. Mam wątpliwości, czy przy dzisiejszej, posuniętej do absurdu, islamofilii zachodnich elit zdecydowałby się na coś takiego, ale faktem jest, że pozostaje symbolem wolności słowa. Lecz również, pośrednio, załgania, w jakie te tak zwane elity popadły i którego takie hucpy jak „Klątwa” stanowią nader wymowne egzemplifikacje. Załgania i, powiedziałbym, pewnej chyba już klinicznej choroby, intelektualnego zwyrodnienia ufundowanego na nienawiści do wyimaginowanych demonów nacjonalizmu, populizmu i jeszcze paru innych izmów, katowanych do znudzenia jak mantra.

Mnie autentycznie przeraża, że ci ludzie w swojej urojonej wojnie z Kaczyńskim, Trumpem, Orbanem i krzyżem gotowi są popaść w fundamentalne sprzeczności i oślepnąć na prawdziwe źródła zagrożenia. W tym sensie zgodziłbym się też z poglądami formułowanymi przez takich publicystów jak Łukasz Adamski, że „Klątwa” mogła być rodzajem prowokacji politycznej. Obóz postępu i tolerancji najwyraźniej potrzebuje męczenników. Pisowski reżim póki co nie kwapi się do zamykania do więzień, więc trzeba go do tego pobudzić. Jeśli ktoś związany z tym spektaklem stanie przed sądem, będzie to wprost wymarzona okoliczność do protestów KOD i biadolenia zagranicą, że prawicowa dyktatura gwałci demokrację i twórczą swobodę.

Osobna rzecz to właśnie te publiczne pieniądze. Mnie chyba nigdy nie przestanie zadziwiać, jak to jest, że ludzie mieniący się nonkonformistami, rewolucjonistami, bezczelnie drenują system, z którym podobno tak zaciekle walczą. Miałem kiedyś kolegę, który protestował przeciwko globalizmowi, zażerając się frytkami z KFC. To jest mniej więcej podobny styl myślenia. Tyle że ten mój kolega miał dużą świadomość ironii, a tu – mam takie poczucie – ona nie występuje.

Gra tak naprawdę, jak zwykle zresztą, toczy się o język. O to, kto wykrzyczy sobie prawo do definiowania podstawowych pojęć. W chwili, gdy to piszę, na Facebooku toczy się dyskusja o tytuł „Zasłużonego dla polszczyzny”, który w tym roku otrzymał Wojciech Wencel. Już padły z łamów „Polityki” zarzuty, że to niesłuszne, bo Wencel propagandzista, bo zaangażowany po jednej stronie, bo dzieli, pogardza myślącymi inaczej itp., itd. Standard. Tymczasem mówimy o „dziele”, w którym – podobno – miały miejsce obrazoburcze sceny z figurą przedstawiającą człowieka otaczanego powszechną czcią oraz dwuznacznie rozpatrywano morderstwo innego człowieka tylko za to, że ośmiela się mieć odmienny pomysł na świat.

A teraz wisienka na torcie. Pojawiła się informacja, że Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła z urzędu śledztwo w sprawie obrazy uczuć religijnych oraz publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni. Gratuluję, będziecie mieli swoich męczenników. Nie zawołam z radości: A dobrze dziadom! Nie musiało do tego dojść. Nie powinno.


Drogi odbiorco – nie chcę się napraszać, ale jeśli materiał Ci się spodobał, byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś polecił go swoim znajomym. Ciebie nic to nie kosztuje, a mnie pomaga dotrzeć do nowych odbiorców – takich jak Ty. Z góry wielkie dzięki.

Polecam również

  • wuosy

    https://www.youtube.com/watch?v=6zFfd-AAhdc – mój komentarz i rozkmina na temat tego spektaklu. Pozdrawiam i zapraszam

    • Dzięki za link. Przesłuchałem. Zgadzam się, że każdy powinien mieć prawo mówić, co chce. Chociaż z drugiej strony chyba trudno o bardziej zafałszowane i zdradliwe pojęcie niż “wolność” właśnie. Bo tak naprawdę, gdyby chcieć być co do niej konsekwentnym, nie dałoby się żyć. Mnie nigdy nie przekonywały paragrafy za obrazę uczuć religijnych itp. To droga donikąd. Inna kwestia to to, czy faktycznie doszło tam do podżegania do zbrodni. Ciekawe, jak się do tego ustosunkuje prokuratura. I czy w ogóle jakoś, bo najpewniej wszystko – jak zwykle – rozejdzie się po kościach.