Na szybko

Na szybko o śmierci mediów

„Gazeta Wyborcza” przytacza słowa Krzysztofa Ziemca z debaty na temat dziennikarstwa i mediów społecznościowych, która odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w listopadzie ubiegłego roku. Według Dominiki Wielowieyskiej dopiero teraz dostępne jest w sieci jej nagranie, bo wcześniej na jego upublicznienie nie zgodził się Krzysztof Ziemiec. On sam zarzucił Wielowieyskiej pałkarstwo i stosowanie ubeckich metod – między innymi kłamstwo odnośnie braku jego zgody na publikację wspomnianego nagrania.

Ale zostawmy te bezproduktywne młocki. Cóż takiego Ziemiec właściwie powiedział? W największym skrócie:

Media umierają. Zmieniły się nie tylko technologicznie. Są szybkie, totalne, brutalne, płytkie. Są po prostu beznadziejne i nie widać żadnego światełka w tunelu. A powiedział to, mimo iż – jak przyznał – sam tam pracuje i już tego nie zmieni, bo w wieku pięćdziesięciu lat jest za późno na zmianę zawodu. Z tym akurat niektórzy zapewne by polemizowali.

Poza tym nie ma, nie było i nie będzie niezależnych dziennikarzy. Chyba że ktoś ma bardzo bogatych rodziców, którzy go zasponsorują. On sam przychodził do mediów, które starały się być obiektywne i w których poglądy trzeba było zostawiać w szatni, wieszając płaszcz. Dziś media mówią wyłącznie do kreowanych przez siebie plemion, sekt. Co zaś tyczy się konkretnie mediów publicznych, to nigdy nie były dziewicą. Mogły być tylko w mniejszym lub większym stopniu… i tu prelegent ugryzł się w język.

Z tym zostawianiem poglądów w szatni chyba nigdy nie było tak różowo, jak mówił Ziemiec. Ale co do skrajnego utożsamościowienia – tutaj należałoby przyznać mu rację. Rozwój polskich mediów obserwuję świadomie od jakichś… no, powiedzmy piętnastu lat – zwykle jako odbiorca, sporadycznie jako współtwórca – i dostrzegam ów proces bardzo wyraźnie.

Media zawsze się różniły, ale tak mniej więcej do 2008, może 2009 roku dawało się z nich czerpać bez poczucia zapisywania się do tego czy innego obozu. Były to czasy, gdy nawet TVN szło jeszcze oglądać. Ich „Fakty” informowały, zamiast prostackim głosem Macieja Knapika wbijać odbiorcom, że PiS jest złe, jest złe, bo jest złe. Pamięta jeszcze ktoś, że to właśnie TVN pokazała słynnych „Trzech kumpli” we współreżyserii Ewy Stankiewicz?

Według mnie ostateczną cezurą tak naprawdę wcale nie był rok 2010 i awantura wokół Smoleńska, lecz rok 2011, gdy tuż przed wyborami wszyscy nagle się okopali, byle tylko nie dopuścić Kaczora do władzy. Wtedy zaczęło się kompletne zeszmacenie „Newsweeka”, które stanowi wymowny symbol tej zmiany.

Dziś już właściwie nie ma co zbierać. Dziś nawet jak nie chcesz, to siłą rzeczy musisz iść tam, gdzie ci światopoglądowo bliżej. I tak obwód się zamyka. Ewentualnie zawsze można to wszystko na równi olać. I kto wie, czy nie byłoby to najzdrowsze.

A szlachtowanie mediów odbywa się w najlepsze. Czego najjaskrawszy dowód stanowi twitterowa nawalanka Ziemca z Wielowieyską.

Polecam również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.