Literackie spacery: rondo Giersza

Pomyślałem, że jak wiele ważnych rzeczy w moim życiu, również i odwojowywanie kultury rozpocznę od spaceru. Zwłaszcza że jakoś wybitnie daleko nie muszę chodzić. Odwiedzam te miejsca praktycznie codziennie, wyprowadzając psa albo załatwiając sprawy na mieście. Odwiedzam je, ale dawno o nich nie myślałem. Stały się dla mnie właściwie przeźroczyste. Przykrył je ów zgiełk, od którego coraz bardziej staram się uwolnić. A są to przecież miejsca naznaczone literaturą. Zarówno tą, którą sam próbuję tworzyć, jak i tą już istniejącą. Ale tak naprawdę literatura to ludzie.

I tak właśnie jest z rondem im. Rajmunda Giersza. Giersz nie jest powszechnie znany jako pisarz. Pamięta się go przede wszystkim jako malarza. Podobno dość cenionego, choć jako laik w tej dziedzinie mogę się opierać wyłącznie na opiniach z drugiej ręki. Jego obrazy mi się podobają, nie wiem jednak, czy potrafiłbym je rozpoznać bez podpisu i w zestawieniu z twórczością innych malujących podobnie artystów. W naszym MDK można zresztą obejrzeć poświęconą mu stałą wystawę. Jego rondo u zbiegu Topolowej i Tuwima zostało otwarte rok temu. Ja oczywiście nie miałem o tym zielonego pojęcia, bo zaprzątała mnie polityczna gorączka w radiu, a tablicę odkryłem przypadkiem.

Cieszę się, że tam stoi. Zawsze uważałem, że Giersz powinien być w Mińsku uhonorowany. Nie tylko dlatego, że się tutaj urodził. On to miasto po prostu kochał. A może raczej kochał wspomnienia o nim z czasów swego dzieciństwa i młodości. Dał temu zresztą wyraz w swej mało znanej i wybitnie lokalnej prozie. To właśnie od niej zaczęła się moja krótka znajomość z nim. Tak, tak, literacki Mińsk to nie tylko Jan Himilsbach albo, dla ciut bardziej oblatanych, Tadeusz Chróścielewski. To również Rajmund Giersz.

Czytelniczo poznałem go w 2003 roku. Do moich rąk trafił wydany przez lokalny tygodnik, z którym współpracowałem, cieniutki tomik jego nostalgicznych opowiadań oraz miniatur pod tytułem „Ten Mińsk, panie”. Mój – że tak go trochę na wyrost określę – szef zaproponował, bym napisał recenzję. Ponieważ była to pierwsza wydana przez niego książka, a do tego autor zacny, dwoił się i troił, by zrobić z tego wielkie wydarzenie. Przynajmniej na lokalną miarę. Urządził między innymi wieczór autorski, na którym serwowano kanapki ze smalcem i ogórkiem kiszonym, co miało jakoby podkreślać swojskość utworów Giersza.

Wziąłem więc „egzemplarz recenzencki” do domu, zaparzyłem kawę i zacząłem kartkować. Książka była bardzo kiepsko wydana. Właściwie półamatorsko, z fatalną korektą. Jednak w samych tekstach kryło się to przysłowiowe „coś”. Może nie była to proza na miarę Schulza – jak z charakterystyczną dla prowincjonalnych kaowców tromtadracją napisała we wstępie pani B – niemniej czuło się w niej malarskość, jakiś napędzany nostalgią pietyzm, któremu zdolniejszy redaktor na pewno pomógłby lepiej wybrzmieć. Ja przede wszystkim poczułem, że wykreowany przez Giersza świat jest mój, że się z nim utożsamiam.

W recenzji napisałem, że załapałem się jeszcze na ostatnie skrawki tej rzeczywistości. Bo choć dorastałem ponad czterdzieści lat później, pamiętałem drewniane chałupy, furmanki z węglem, rwetes targowiska, no i oczywiście słynną knajpę Bachus, od której – bo jakżeby inaczej – Giersz swój arras wspomnień rozpoczynał. Ale przede wszystkim pamiętałem ten klimat sennej prowincji oraz ten szczególny typ ludzi – trochę chropowatych, zgorzkniałych, zgaszonych, nieustępliwie dźwigających brzemię swojego niełatwego, przetrąconego przez dziejowe zawirowania losu. W Mińsku z czasów mojego dzieciństwa były jeszcze enklawy jakby żywcem wyjęte z Giersza.

Równie ważne – o ile nie najważniejsze – było też coś innego. Dzięki Gierszowi dotarło do mnie, że naprawdę jestem stąd, bo, podobnie jak narratora jego opowiadań, łączy mnie z tym miejscem tysiąc z pozoru niedostrzegalnych nici, które mnie definiują. Że samo miejsce to nie tylko budynki i ulice podlegające zmianom w czasie, lecz tożsamość. Zawsze trochę podśmiewałem się z tych wszystkich piewców regionalności, tych pasjonatów potrafiących godzinami opowiadać o byle kamieniu czy drzewie. Brzmieli mi mniej więcej podobnie, bez względu na to, czy chodziło o Zakopane, Włocławek czy Mińsk. A jednak coś w tym jest.

Osobiście poznałem Giersza kilka lat później. Od czasu do czasu wpadał do naszej redakcji – dowcipny, brodaty, roztaczający aurę umiarkowanego sukcesu. Przyznam, że jakoś nie za bardzo pasował do swojego bohatera. Wydawało mi się, że będzie bardziej… bo ja wiem… powłóczysty? bardziej w typie kresowym czy coś w tym rodzaju. Ale dysonans trwał krótko. Nie mieszkał już w Mińsku, na tyle blisko jednak, by utrzymywać kontakt. Podrzucał nam teksty utrzymane w podobnej stylistyce jak te z książki. Kilka z nich nawet zredagowałem, przy okazji czerpiąc sporo wiedzy o Mińsku sprzed lat.

Raz albo dwa spotkałem go na imprezach kulturalnych. Zamieniliśmy kilka słów. Podobał mu się jeden mój felieton. Ja chciałem go wypytać, jak funkcjonuje rynek sztuki, bo zawsze mnie to ciekawiło. Lecz jakoś nigdy nie było okazji spokojnie porozmawiać. On miał liczne towarzyskie zobowiązania, a ja – swoją robotę. Zresztą czy aż tak wiele znowu nas łączyło poza miejscem pochodzenia? Myślę, że cieszył się, iż nie wypytywałem go o Himilsbacha, którego miał nieprzyjemność poznać jako wyrostek. Choć i to zmienił w liryczny obrazek.

Zmarł w 2010 roku. Dowiedziałem się o tym z opóźnieniem, bo w tak zwanym międzyczasie odpadłem od pulsu miasta. A Mińsk z jego opowiadań? Czy też już odszedł? Tak mogłoby się wydawać. Ale ostatnio wpadł do mnie kolega, który, gdy szliśmy ulicą, nagle wyciągnął telefon i zaczął obfotografowywać pewien stary drewniany dom, mówiąc, że uwielbia takie zabytki. Ten dom też często mijam, tylko że w moich oczach na tyle wtopił się w pejzaż, że przestałem go zauważać.

Może więc wszystko jest kwestią odpowiedniego, świeżego oka. Bo w przyrodzie ponoć nic nie ginie. Czasem tylko zostaje skutecznie przysypane.

Polecam również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.