Fallaci o kobietach

Wszystkie przytoczone cytaty podaję za książką „Tylko ja mogę napisać swoją historię” (wyd. Świat Książki) w przekładzie Justyny Łukaszewicz, a konkretnie z rozdziału pt. „Niepotrzebna płeć”:

[…]

„Kobiety nie stanowią osobnej fauny i nie rozumiem, z jakiego powodu mają stanowić, szczególnie w prasie, osobny temat: jak sport, polityka czy prognoza pogody. Wszechmocny wymyślił mężczyzn i kobiety po to, żeby byli razem, a w związku z tym, że to może być bardzo przyjemne, cokolwiek by o tym mówili różni odstępcy od wiary, traktowanie kobiet, jakby żyły na innej planecie, gdzie rozmnażają się metodą partenogenezy, wydaje mi się pozbawione sensu.”

„(…) podstawowe problemy mężczyzn wiążą się z kwestiami ekonomicznymi, rasowymi, społecznymi, a podstawowe problemy kobiet wiążą się także i przede wszystkim z faktem, że są kobietami. Nie mam na myśli tylko pewnych różnic anatomicznych. Mam na myśli tabu, które towarzyszą tym różnicom i warunkują życie kobiet na świecie. Na przykład w krajach muzułmańskich żaden mężczyzna, wychodząc na ulicę, nigdy nie skrywał twarzy za prześcieradłem. W Chinach żaden mężczyzna nigdy nie miał stóp krępowanych bandażami, by miały tylko siedem centymetrów dzięki zanikowi mięśni i połamanym kościom. W Japonii żaden mężczyzna nigdy nie został ukamienowany, ponieważ żona odkryła, że nie jest prawiczkiem. Natomiast te wszystkie rzeczy przydarzały się i nadal przydarzają kobietom.”

„Pierwszym wrażeniem, jakie ogarnia kobietę Zachodu po przybyciu do tak ściśle muzułmańskiego kraju jak Pakistan, jest to, że w ogólnoziemskim potopie zginęły wszystkie kobiety na świecie z wyjątkiem niej.”

„Od jednego do drugiego krańca Ziemi kobiety, podobnie jak mężczyźni, żyją niewłaściwie, bez tej zdrowej równowagi, jaką dają sprawiedliwość i zdrowy rozsądek. Albo żyją w segregacji, jak zwierzęta w zoo, patrząc na niebo i ludzi z więzienia w postaci prześcieradła, które spowija je jak całun nieboszczyka, albo żyją jak treserzy w czerwonej kurcie z naszywkami, strzelając z bicza.”

„(…) niewolnictwo jest przerażające i mrożące krew w żyłach, ale źle rozumiana wolność może być równie przerażająca i lodowata.”

 

***

Z przypisów wynika, że powyższe wypowiedzi Oriana Fallaci sformułowała na początku lat 60., czyli w epoce, gdy nowoczesny feminizm, dla którego mogłyby być reprezentatywne, dopiero się kształtował. Utożsamiać się z nimi teoretycznie powinien każdy, kto uważa się za w miarę liberalnego, tolerancyjnego i wyczulonego na kwestie równości przedstawiciela zachodniej cywilizacji, a jednak odczytywane dziś nie mogą nie wywołać zdziwienia. Ma się wrażenie – w każdym razie ja je bardzo silnie mam – że nie tylko daleko odeszliśmy od takiego, właśnie stricte liberalnego rozumienia zagadnień związanych z płcią, ale też że nastąpił w tym względzie potworny regres.

Czy mówiąc to wszystko, Fallaci mogła przeczuwać, że nadejdzie czas, gdy „wyzwolone” kobiety Zachodu zamiast wspierać muzułmanki w emancypacji, same będą zakładać burki w imię walki z tzw. islamofobią? Swoją drogą gdyby dziś jakiś dziennikarz czy publicysta publicznie nazwał burkę lub hidżab „prześcieradłem”, zostałby zaszczuty przez kapłanów politycznej poprawności. Czy spodziewała się, że z kwestii własnych praw – choćby szacunku dla ich ciała – kobiety zrobią groteskowe połączenie cyrku z inkwizycją? A może już wtedy zdawała sobie sprawę, w jakim kierunku to się rozwinie?

Kiedy patrzy się na końcówkę jej życia, nieodparcie nasuwa się wniosek, że paradoksalnie to ona pozostała wierna swoim początkowym przekonaniom, podczas gdy ogół zachodniej lewicy się zdegenerował, implodował pod ciężarem własnego podniesionego do rangi dogmatu humanizmu.

Straszny bywa niekiedy los ludzi obstających nieugięcie przy własnych poglądach i wyciągających z nich logiczne konsekwencje w świecie, który wszystko relatywizuje i dostosowuje do aktualnej „mądrości etapu”.

Porzekadło, że tylko krowa nie zmienia poglądów, nabiera w tym kontekście zupełnie dramatycznego wydźwięku.

Polecam również