Kilka blogów, które czytam

Od razu i bez bicia się przyznaję: tak, ten wpis powstał z lenistwa. Miałem wydać z trzewi kolejną długą analityczną kobyłę, której nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie chciałby czytać, ale kiedy usiadłem do komputera, odkryłem, że mi się nie chce. A ponieważ iść z nikim na udry też mi się nie chce (choć, nie powiem, fajny temat się kroi), to pomyślałem, że zupełnie na luzie zaserwuję Ci coś takiego. No bo jednak ma się ten pisarski etos i jak się siadło, to wstyd tak wyłączyć bez wklepania choćby linijki.

Zwłaszcza że tego rodzaju post od dawna za mną chodził. A, kto wie, może z czasem by się to przeobraziło w serię, w której polecałbym różne ciekawe rzeczy, na jakie natknąłem się w internecie. Tak, wiem, jak u mnie jest z seriami. Ale obiecuję, że kiedyś się wywiążę. Ze wszystkich!

To nie będzie żaden nowy ShareWeek, bo nie mam ani takiej potrzeby, ani temperamentu Andrzeja Tucholskiego do przeprowadzania tego rodzaju akcji. Po prostu potraktuj to jak garść luźnych polecanek.

No dobrze, zatem popatrzmy, co tam mamy w sekcji „Ulubione”. Wedle kolejności z tejże:

*

Apetyt na film – jak nazwa wskazuje, blog o tematyce ściśle filmowej oraz okołofilmowej. Paulina sama o sobie pisze, że nie jest ani filmowcem, ani krytykiem, a miłością do kina zaraził ją mąż. Mój i jej gust nie zawsze jest zbieżny – choć nieraz bywa – ale zawsze lubię czytać jej bezpretensjonalne, naładowane autentyczną pasją teksty.

Bez kamuflażu – blog Marcina Ogdowskiego, dziennikarza i korespondenta wojennego, poświęcony w dużej mierze wojskowości i polityce. Choć może wydawać się to dziwne, zawodowi dziennikarze zaskakująco rzadko odnajdują się w roli blogerów, mimo iż ci drudzy bardzo chętnie by wskoczyli w buty tych pierwszych, a nawet się z nimi kłócą o to, kto jest bardziej przyszłościowy. Ten blog, przyznaję, czytuję mniej ze względu na treść – choć to oczywiście też – a bardziej, by obserwować, jak tego rodzaju poważne fachowe pisarstwo funkcjonuje w blogosferze. Miło, że jest w niej na nie miejsce. Tym bardziej szkoda, że autor swoją stronę ostatnio aktualizuje tak rzadko. Życzę mu też, aby w swoim wordpressowym edytorze odkrył guziczek „czytaj dalej”. Po prostu będzie wygodniej.

Czarna skrzynka – jedno z moich najnowszych odkryć, z którym jeszcze nie zdążyłem się dobrze zapoznać. Ale już tych kilka chwil, które tam spędziłem, wystarczy, bym został na dłużej. Autor raczy nas różnymi, bardzo rozbudowanymi historiami na, o ile mogłem się póki co zorientować, naprawdę niezłym literackim poziomie. Do tego bardzo przyjemna atmosfera i zaangażowanie czytelników, którego tacy nudziarze jak ja mogą autorowi tylko pozazdrościć.

DVD Infatuation – kolejna filmówka, tym razem w języku angielskim, o której dowiedziałem się z pewnego, również anglojęzycznego, podcastu o popkulturze. Były czasy, że facet dawał notkę codziennie. Teraz, jak widzę, trochę zwolnił, jednak w niczym nie umniejsza to jego statusu totalnego maniaka i kinowego świra. Takich lubię. Do tego mamy podejrzanie zbieżny gust. Cóż chcieć więcej?

Grzegorz Deuter – czyli blog o prawie wszystkim pod wspólnym mianownikiem męskich spraw. Trochę o kulturze, trochę o biznesie czy zdrowiu, tudzież jeszcze paru innych rzeczach. Dobrze się czyta.

Ignomatyk – hmm, i tu mam problem, co napisać. Ktoś, kto zmienia layout strony częściej niż ja i ma nie mniejszy ode mnie rozstrzał tematów, automatycznie powinien budzić moją sympatię. I budzi, budzi, bez dwóch zdań. Co prawda humor autora wydaje mi się niekiedy ciut zbyt abstrakcyjny, ale podziwiam go za wypracowanie tego unikalnego sznytu. A także za żelazną konsekwencję w swojej niekonsekwencji, no i za to, ma się rozumieć, że mu się chce. W pewnym sensie jest to jeden z nielicznych rasowych blogerów w klasycznym stylu. Choć (na szczęście!) bez ckliwie emocjonalnych wynurzeń.

Książka do plecaka – znów stosunkowo świeże odkrycie. Znów, podobnie jak w przypadku Pauliny, fajnie i bez zadęcia prowadzona strona tematyczna. Takich nigdy dość.

*

I tu na razie zastopuję. Po pierwsze dlatego, że zbliża się pora obiadu, a po drugie – takie zestawienia nie powinny być zbyt obszerne. Oczywiście nie wymieniłem wszystkich. Ba, nawet nie połowę. Pominąłem te duże, które czytają wszyscy, choć nikt się do tego nie przyznaje, oraz te o podobnej tematyce do opisanych powyżej. Ale zapewne niebawem do nich wrócę.

Nie ruszyłem też podcastów. To osobny temat.

No i YouTube’a.

Owocnej lektury i mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie.

Grafika geralt/Pixabay

Polecam również