„Smoleńsk” – niezupełnie udany film o fabrykowaniu rzeczywistości

Ano tak, udało mi się w końcu zobaczyć „Smoleńsk”. I już na wstępie muszę wyznać, że mój główny kłopot z tym obrazem bynajmniej nie polega na tym, czy jest on dobry lub zły. Raczej na tym, że w jego ocenie – tu od razu zdradzę, że z przewagą negatywów – należy uwzględnić to, co zazwyczaj postrzegam jako mało bądź też zgoła nieistotne dla odbioru, a więc czynniki zewnętrzne. Teksty kultury powinny bronić się same. Naprawdę nie musi nas obchodzić, jaki budżet za nimi stał, jakie umowy podpisali aktorzy i z kim pił reżyser. Tego urynkowionego myślenia, odwracającego uwagę od sedna spraw, nauczyła nas niestety popkultura.

(więcej…)

Wielki papież czasu kryzysu, który się ugiął

Podczas gdy w niedzielę wielkanocną – czyli w dniu największego święta chrześcijaństwa – emerytowany papież Benedykt XVI obchodził dziewięćdziesiąte urodziny, w Turcji ważyły się losy ustroju. A chodziło o coś więcej, niż tylko o to, czy przetrwa charakterystyczna dla europejskiej tradycji demokracja parlamentarna, czy też zostanie zastąpiona przez system prezydencki, do którego w wersji amerykańskiej wzdycha wielu konserwatystów. Stawką w tej grze był kurs na islam, na który Recep Erdoğan popchnął swój kraj, zaś jako praktycznie niepodzielny władca będzie mógł realizować go jeszcze skuteczniej.

(więcej…)

Zmartwychwstanie zawieszone między wiarą a rozumem

W Polsce podobno około 95 procent ludzi deklaruje się jako katolicy. Kilka lat temu TNS przeprowadził badanie, z którego wynikło, że niecała połowa wierzy w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wynik ów jest kłopotliwy na o wiele głębszym poziomie, niż ten, którym zazwyczaj posługują się krytycy Kościoła zarzucający mu ingerowanie w sferę publiczną. To tak naprawdę problem bardziej wewnętrzny niż zewnętrzny. I bynajmniej nie idzie o wymiar czysto instytucjonalny, strukturalny, choć oczywiście o niego pośrednio też. Problemem jest tu sama istota, duchowy rdzeń, na którym Kościół się opiera.

(więcej…)

Psy Stalina – kim byli wykonawcy zbrodni katyńskiej

O zbrodni katyńskiej dowiedziałem się oczywiście w szkole. Wtedy, w drugiej połowie lat 90, już można było o tym otwarcie mówić. Wielu badaczy tej sprawy wyraża pogląd – z którym chyba trudno polemizować – że był to dość szczególny czas, takie swoiste i niepowtarzalne okno startowe od pierestrojki do ostatecznego skręcenia Rosji ku dzisiejszemu putinizmowi, gdy te fakty mogły wypłynąć. Przypomnijmy: na fali reform zainicjowanych przez Michaiła Gorbaczowa powstała w 1987 roku pierwsza wspólna polsko-radziecka komisja historyków do wyjaśnienia białych plam we wzajemnych stosunkach, której część stanowiły badania nad Katyniem.

(więcej…)

„Nowy początek”, czyli film o potrzebie komunikacji

Nie zwróciłbym uwagi na ten film, gdyby nie entuzjastyczna recenzja Wojciecha Engelkinga w „Do rzeczy”. Zaciekawiło mnie wytłuszczone w leadzie stwierdzenie, że „Nowy początek” to najinteligentniejsze dokonanie kina science fiction od lat. Poza tym intrygujący wydał mi się temat kontaktu z pozaziemską cywilizacją. Mam, przyznaję, do niego pewną słabość. I to zarówno w ujęciu metaforycznym – jako pretekst do powiedzenia czegoś ważnego o samych ludziach – jak również najzupełniej dosłownym – jako realna możliwość, która może kiedyś nam się przydarzy.

Nie, nie chodzi o to, że zajmuję się tropieniem Ufo albo że z błyskiem obłędnej fascynacji w oczach spędzam godziny na forach o teoriach spiskowych dotyczących Roswell i Strefy 51. Po prostu ewentualność zetknięcia się ludzi z innymi rozumnymi istotami, odkrycia, że być może nie jesteśmy jedyni w ogromie wszechświata, wreszcie konsekwencji owego faktu – kulturowych, filozoficznych, religijnych – zdaje mi się niezwykle intelektualnie stymulująca. Zwłaszcza że ostatnio to zagadnienie przeżywa jakiś osobliwy renesans. A poza tym, nawet pomijając kosmitów, kwestia konfrontacji z odmiennością oraz przymusu zajęcia wobec niej stanowiska to immanentny składnik ducha naszej epoki.

(więcej…)

Zrobiłem to! W końcu obejrzałem „Misia”

Postanowiłem więc iść za ciosem i po nostalgiczno-refleksyjnej podróży ze „Zmiennikami” wreszcie zmierzyć się z „Misiem”. Podejrzewałem, że nie będzie to łatwe doświadczenie. Nie tyle nawet ze względu na formę, co raczej na fakt, iż jest to jedno z tych szczególnych dzieł, do tego stopnia zakorzenionych w kulturze i przyswojonych przez masową świadomość, że nie trzeba bezpośrednio go znać, by poczuwać się do partycypowania w nim. Konfrontacja z rzeczywistym materiałem źródłowym często w takich wypadkach potrafi przynieść głębokie rozczarowanie. Może zresztą po części właśnie dlatego tak długo „Misia” unikałem.

Od razu zastrzegam, że ta obawa niestety się sprawdziła. A przynajmniej na początku. Dość powiedzieć, że już dawno żadnego filmu nie przyswajałem na raty. „Misia” mam na dwóch płytach i po zakończeniu pierwszej byłem nim już tak znużony i zagubiony, że po prostu nie włożyłem drugiej. I nawet nie było mi z tego powodu specjalnie żal ani wstyd. Z jednej strony ucieszyłem się, że wreszcie mogłem te kultowe cytaty, którymi wszyscy się przerzucają – a w każdym razie część z nich – umiejscowić w konkretnych sytuacjach. Z drugiej dominującym uczuciem była kompletna bezkształtność i niemożność zżycia się z bohaterami, wejścia w ich położenie.

(więcej…)

Co nam się urodziło nad zupą pho

Zamówiliśmy po dużej porcji. Trochę nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak DUŻA ona naprawdę jest. Kiedy chłopak niósł pierwszą miskę, bałem się, że runie z nią jak długi, zanim dodrepcze do stolika. Drobny był, niewysoki. Teraz powinienem dodać, że miał typowo azjatyckie rysy, ale licho jedno wie, czy ktoś nie uzna tego za dyskryminujące lub – odpukać w niemalowane – rasistowskie. Takich oto, Macieju, ciekawych czasów dożyliśmy. Ale nieważne. Jest sobota, knajpa praktycznie pusta. K gmera w swojej zupie łyżką, martwiąc się, że jakaś mętna. No ale bierze łyk i stwierdza, że na szczęście nie skisła ani nic takiego. Jemy.

(więcej…)

Strategie ogrywania Londynu

Współczesne wydarzenia to obrazy. A obrazy pociągają za sobą określone emocje, które w tempie błyskawicy rozchodzą się po mediach społecznościowych. Tuż po londyńskim ataku jedną z jego najbardziej wymownych ikon stało się rozsyłane po Twitterze zdjęcie, na którym widać, jak Tobias Ellwood, poseł Partii Konserwatywnej oraz były wiceminister brytyjskiego MSZ, usiłuje ratować policjanta dźgniętego nożem przed gmachem parlamentu. Na portalach, które podały ten news, mogliśmy przeczytać, że Ellwood to były żołnierz, a na dodatek stracił brata w zamachu na Bali w 2002 roku.

(więcej…)

Co w szerszej perspektywie można wywnioskować z afery Dekana?

„Wiadomości” poinformowały o… właściwie nie wiem, jak to nazwać… instrukcji? liście? okólniku? szefa koncernu Ringier Axel Springer Marka Dekana do polskich dziennikarzy pracujących w podległych mu mediach. Kilka portali opublikowało jego pełną treść. Zrobiło się, co zrozumiałe, duże poruszenie, bo choć tekst nie ma formy otwarcie instruktażowej – stąd moje problemy z jednoznacznym przystaniem na proponowane przez oburzonych prawicowych publicystów nazewnictwo – nie sposób zaprzeczyć, że zawiera pewien rodzaj wytycznych, jak należy przedstawiać miejsce Polski w UE i stosunek doń obecnego rządu.

Całość w zasadzie dałoby się zsumować w kilku punktach. Reelekcja Donalda Tuska była nie tylko jego osobistą wygraną, ale zwycięstwem części Polski, która odczuwa dumę z należenia do Unii. Wartości europejskie wygrały z populizmem, a sama Europa ma już dość cackania się z maruderami i malkontentami. Nie warto zabiegać o jedność za wszelką cenę. Rozsądni pójdą w awangardzie, a kto się waha, niech zostanie w tyle. Ma to kluczowe znaczenie dla Polski, która będzie musiała w końcu wybrać, czy – jak to obrazowo ujmuje Dekan – wjedzie na pas szybkiego ruchu, wolnego, czy może zboczy na parking. Bo i takowe mają się pojawić. I tu wkraczają… wolne media.

(więcej…)

O co chodzi z tą jednolitą ceną książki?

Od razu się przyznam, że ten tekst dyktuje mi wkurzenie. Po prostu nie lubię, kiedy nagle muszę zmieniać plan, a już zwłaszcza, gdy jest na to wyjątkowo mało czasu. Jak być może niektórzy z Szanownych Czytelników wiedzą, od kilku tygodni współpracuję z Polskim Radiem 24, gdzie robię codzienne przeglądy internetu. Otwierającym tematem wczorajszego (dziś jest środa, co zastrzegam, bo nie wiem, czy uda mi się skończyć za jednym posiadem) miała być tzw. ustawa o jednolitej cenie książki, którą zainteresowana sprawą część sieci żyje od paru dni. Pojawiło się kilka głosów, chciałem więc je zaprezentować.

Niestety w ostatniej chwili musiałem cały wątek, kolokwialnie mówiąc, wywalić w kosmos. Dlaczego? Bo tuż przed tym, jak miałem iść do studia, na jednym z portali pojawił się materiał, który całe (również moje) wkurzenie na rząd za to, że ulega lobby dużych graczy i wprowadza księgarski socjalizm, nie tyle nawet unieważnił, co po prostu wziął w nawias. Mogłem udać, że go nie zauważyłem, i po prostu wykonać robotę w pierwotnym kształcie, ale z drugiej strony… Dobra, pomińmy napuszone slogany o uczciwości i etyce. Tak czy siak musiałem szyć, w związku z czym przegląd wyszedł gorzej, niż mógł. Ale obiecałem sobie do tematu wrócić.

(więcej…)